Seszele

Seszele to 116 wysp i wysepek (41 granitowych i 75 koralowych), w tym 42 bezludne, dziesiątki urokliwych zatoczek, tropikalna roślinność, lazurowa, przezroczysta woda, o temperaturze powyżej 30 OC. My odwiedziliśmy kilkanaście, moim zdaniem tych, na których absolutnie należało postawić nogę.

Na pokład naszego katamaranu weszliśmy w Victorii. To największe miasto na Mahe i stolica Seszeli, z kameralnym, lecz międzynarodowym lotniskiem. Wokół wyspy jest kilka ładnych zatok i plaż m.in. Takamaka, od której nazwę powziął najpopularniejszy lokalny rum. Praslin, druga co do wielkości wyspa znana jest w świecie z unikalnej palmy – coco de mer. Jej owoce (żeńskie przypominają kobiece łono, męskie potężnego fallusa) osiągają 30 i więcej kilogramów. Spacer wąską zacienioną ścieżką, pośród tropikalnej gęstwiny i śpiewu endemicznych ptaków pozostawiają niezapomniane wrażenia. Ów park narodowy, znany jako Vallee de Mai objęty jest opieką UNESCO.

Żeglując niespełna godzinę na południowy- wschód trafiamy na La Digue, najwcześniej (druga połowa XVIII w) na stałe zasiedloną wyspę, przez osadników francuskich. Tu jest najstarszy na Seszelach cmentarz, zachowało się kilka domów w stylu kolonialnym. W jednym z nich spał kiedyś premier Wielkiej Brytanii John Major, co z dumą podkreśla Roni, nasz przewodnik. Są tu plantacje wanilii oraz manufaktury kopry. Zachodnie wybrzeże zajmuje Anse Source dʼArgent, uchodząca za najpiękniejszą, najczęściej fotografowaną plaża Seszeli. Drobny, jak mąka dywan z piasku rozciąga się do krawędzi wyznaczonej przez krzewy, palmy oraz granitowe skały o fantastycznie rzeźbionych kształtach. Równolegle do plaży pośród drzew palmowych wiedzie biała ścieżynka. Zwiedzając wyspę skorzystaliśmy z tradycyjnego dla tego miejsca transportu – wozu ciągnionego przez Red Bullʼa, tak Roni nasz przewodnik i woźnica pokrzykiwał na swoje zwierzę. A był to wół w kolorze palonej cegły. Kiedy kończył się dzień przypomniałem sobie zdanie z jakiegoś przewodnika, w którym autor, zwracając się do czytelnika wyraża pewność, że nie będziesz chciał opuszczać tego miejsca. W tej samej chwili ktoś z naszej załogi to potwierdza pytaniem: a może zostaniemy tu jeszcze na jeden dzień? Mieliśmy jednak przed sobą kilka istotnych punktów programu: żółwie olbrzymy żyjące wolno na Courieuse; nurkowanie u wybrzeży niezwykłej urody wysepek: St. Pierre i Cocos Island, pośród setek ryb o niespotykanych na co dzień barwach; no i ten najdłuższy przelot na Denis, sporą wysepkę pokrytą zielenią, jedyną w moim planie, zbudowaną z koralowca. Było jasne, że musieliśmy ruszać dalej, lecz kwestię pozostawiłem otwartą. Kto wie? Przy sprzyjającym wietrze….Neptun okazał się łaskawy. Przez dwa dni mieliśmy wiatr N-E, więc odległość Courieuse-Denis-St Pierre (ponad 60 mil), idąc kursem tam 360 i z powrotem 180 pokonaliśmy na żaglach, bez jednego zwrotu. Życzenie załogi się spełniło, na La Dique zabawiliśmy jeszcze jeden dzień i przedostatnią noc rejsu.

Wokół wysp seszelskich, pod pewnymi względami, pływa się podobne jak na Karaibach.
Siła wiatru podczas dwutygodniowego rejsu nie przekroczyła 4 B. Też może trochę popadać, zwłaszcza w styczniu, w lutym mniej, a w marcu jeszcze mniej. Mariny są na trzech największych wyspach: Mahe, Praslin i La Dique. Poza marinami stajemy przede wszystkim na kotwicy. Różnica między akwenami polega na tym, że na Seszelach przeloty są mniejsze, często po kilka mil, przy zmieniających się kursach. Bardziej też należy uważać na rafy.